Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

16 - 25/06/2017


BAŁKAŃSKIE POWIDOKI
O programie Malta Festival Poznań 2017

Mam nieczyste sumienie, ilekroć przekraczam Drawę albo Dunaj. Gdy jadę w tamtą stronę, czuję się tak, jakbym się zakradał. Gdy wracam – tak, jakbym umykał. Mam idiotyczne poczucie winy, jakby tamtym stronom coś się ode mnie należało. Tymczasem pociąga mnie po prostu bałkański rozkład i próbuję opisać to przejmujące uczucie. Ale nie należy im się nic. Bo w końcu jednak trzeba mieć trochę nekrofilii we krwi, by puścić z dymem kawał własnego półwyspu. Coś było na rzeczy z tym całopaleniem kraju. Przecież nikt nie był tutaj takim idiotą, by sądzić, że wygra. Jakaś bezinteresowność tkwiła w tej rzezi. Jakaś sztuka dla sztuki. Europa się przyglądała, a oni mówili: „Patrzcie, tak to się robi. Przypomnijcie sobie, bo powoli już chyba zapominacie. Tak się to robi”. To jest memento i za to powinniśmy być im wdzięczni. Znalazł się ktoś, kto przypomniał stare umiejętności.

Andrzej Stasiuk

MOSTY I MURY
Metaforą Bałkanów jest most. Najsłynniejszy jest ten kamienny na rzece Neretwa w bośniackim Mostarze, jedno z najpiękniejszych osiągnięć bałkańskiej architektury. Zbudowany przez Osmanów w XVI wieku stał się w ciągu czterech stuleci symbolem koegzystencji muzułmanów, katolików i prawosławnych chrześcijan. Przetrwał do 1993 roku, kiedy w symbolicznym geście zniszczyła go chorwacka armia. Bałkany to bowiem nie tylko leżący w cieniu Orientu, barwny i nieco archaiczny zakątek Europy, lecz także teren krwawych wojen, otwierających i zamykających wiek XX. W latach 1912-1913 wielonarodowy ruch wyzwoleńczy przeciwko Turkom przekształcił się tu w wojnę o podział terytoriów odebranych Imperium Osmańskiemu. Niemal 80 lat później, w 1991 roku, rozpad Jugosławii znów doprowadził do okrutnych wojen o podział bałkańskich ziem. Przekaz Chorwatów burzących most w Mostarze był wówczas jasny – nie ma jedności na Bałkanach.

Zresztą samo określenie „Bałkany”, choć odnoszące się do obszaru geograficznego, ziem na terenie Półwyspu Bałkańskiego, budzi kontrowersje. Dla mieszkańców dawnej Jugosławii (Serbii, Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Macedonii, Słowenii), Albanii, Bułgarii, Rumunii jest to określenie zbyt ujednolicające, niwelujące różnice kulturowe, polityczne (np. członkowie UE i państwa do niej aspirujące) i religijne między tymi krajami. Ma wręcz wydźwięk pejoratywny. Tym bardziej że słowo „bałkanizacja” weszło do wielu języków europejskich (w wyniku wydarzeń z początku XX wieku) jako synonim narodowego rozdrobnienia i samobójczej wojny, co przyczyniło się do ostatecznego przypisania Bałkanom wartości negatywnych. Podobnie nacechowane było określenie „Europa Wschodnia”, które powstało w XVIII wieku, gdy centrum oświeceniowej Europy przeniosło się na północ (a dotychczasowy podział wzdłuż osi Północ – Południe przestał być aktualny) i Zachód potrzebował nowego Innego, by móc wytworzyć własną, pozytywną tożsamość. Linia podziału my – inni została zatem wytyczona wcześnie, tworząc proste opozycje: cywilizacja – barbarzyństwo, nowoczesność – tradycja, czystość – brud, postęp – mrok, miasto – wieś, racjonalizm – zabobon, a następnie: modernizacja – zacofanie, kapitalizm – komunizm. Dla wielu ta negatywna inność Bałkanów, identyfikowana ogólnie z zacofanym, irracjonalnym Wschodem, wciąż dostarcza satysfakcjonujących wyjaśnień dla przenikających ten region skrajności i wybuchających w nim konfliktów. Także w Polsce, która sama długo była identyfikowana ze Wschodem (dlatego polscy pisarze i politycy na przełomie lat 80. i 90. walczyli o upowszechnienie nowego określenia – „Europa Środkowa”), pierwiastki osmańskie tłumaczą bałkańskie skrajności. Czy tragedie tego regionu są jednak tak dalekie od naszych, polskich? Konflikty na tle etnicznym i religijnym to nie tylko stereotypowa specyfika Bałkanów. Pogrom kielecki czy radomski, Jedwabne, Wołyń, antysemicka propaganda, która w 1968 roku doprowadziła do opuszczenia kraju przez tysiące polskich obywateli pochodzenia żydowskiego. Historie te różni skala i kontekst, ale trudno nie zauważyć bliskiego pokrewieństwa w powracających mechanizmach sąsiedzkiej przemocy, segregacji i nienawiści.

BAŁKAŃSKIE WIDMA
Stereotypy upraszczają, ale odkrywają też jakąś prawdę – nie o tym, jak jest, ale o tym, jak myślimy, że jest. We współczesnej hipermedialnej rzeczywistości łatwo uwierzyć, że za pomocą technologii można poznać wszystko, nie angażując w ten proces ani własnego ciała, ani nadmiernej uwagi. Treści pchają się do naszych oczu same. Istnieją w sposób widmowy. Raczej zdają się być, niż są. Obecność Bałkanów w naszej świadomości jest podobnie dwuznaczna – to obraz częściowo doświadczony i częściowo wyobrażony, żywy i wykreowany, konkretny i wirtualny, istniejący i nieistniejący.

Wielu z nas – widzów Malty i telewidzów programów informacyjnych – pamięta całkiem dobrze wojnę, która toczyła się nieco ponad 1000 km od południowych granic Polski w latach 90., gdy swoją uwagę koncentrowaliśmy głównie na świeżo odzyskanej wolności i możliwościach ekonomicznego awansu. Był to pierwszy konflikt zbrojny na taką skalę w Europie po II wojnie światowej. Po raz pierwszy też bombardowania, cierpienie cywilów i relacje z linii frontu transmitowano na żywo, czyniąc je częścią codziennego życia ludzi niezwiązanych bezpośrednio z tą historią. Sceny okrucieństwa przeplatały się z pięknymi krajobrazami Serbii, Bośni i Chorwacji. Te z kolei były przerywane zbliżeniami kamery na pewne siebie twarze generałów, wojennych dowódców, polityków. Nauczyliśmy się nawet wymawiać ich nazwiska: Radovan Karadžić, Ratko Mladić, Slobodan Milošević. Wojna wydawała się czymś nieprawdopodobnym, ale mimo to jak najbardziej realnym. Czy mogło być inaczej, skoro na Bałkany wysyłaliśmy konwoje z pomocą humanitarną, a Tadeusz Mazowiecki – pierwszy niekomunistyczny premier w tej części Europy – pełnił funkcję specjalnego sprawozdawcy Komisji Praw Człowieka ONZ (z której zrezygnował w 1995 roku, po masakrze w Srebrenicy)?

Na widmową substancję Bałkanów składa się zatem konglomerat obrazów, które pojawiły się w głównych europejskich mediach, by za chwilę zniknąć, zbiór skojarzeń, klisz, uprzedzeń, plotek, natrętnie powracających pocztówkowych widoków, a także silnych emocji – fascynacji i braterstwa, współczucia, zgrozy i pogardy.

PLATFORMA WIEDZY
Idiom „Platforma Bałkany” nie ma jednak na celu ani kulturowego ujednolicenia tego regionu, ani sprowadzenia go do roli obserwowanego z ciekawością lub niepokojem obcego terytorium. Założenie jest inne. Przede wszystkim nie mówimy o stabilnym obrazie – nawet jeśli byłby dynamicznym kolażem – czy, jak lubimy to nazywać – „wielokulturową mozaiką”, której warto się przyjrzeć, bo rzuca światło na całą Europę Środkowo-Wschodnią, jej świadomość przygodności istnienia, rozdarcia tożsamościowego, poczucia niepewności, na wspólne dziedzictwo socjalizmu, powidoki wojny i niedoskonałą implementację kapitalizmu. Nie ma takiego obrazu, takiego kolażu, który by wyczerpał sprawę, był wystarczająco obszerny, obiektywny, stabilny, jednoznaczny i sprawiedliwy. Obraz jest stale negocjowany. Dlatego podczas Malta Festival Poznań 2017 zamiast do fotograficznej ciemni, w której wywołujemy już zrobione, gotowe zdjęcia, zapraszamy na mobilną platformę – „Platformę Bałkany”.

Opowiadamy się w ten sposób nie tylko przeciwko upraszczającej wizji tej części Europy, ale przede wszystkim za ujawnianiem względności wszelkich widoków i doświadczeń. Dlatego nadrzędną ideą tegorocznego Idiomu jest dostrzeżenie umowności ukrytej w systemach często kuszących korzyściami utopijnych, wspólnotowych rozwiązań. Niezależnie od tego, czy mowa o globalnym kapitale, Jugosławii pod rządami Tito, polityce Organizacji Narodów Zjednoczonych czy aparacie państwa, które – jak chcą twórcy pokazywanego na Malcie spektaklu The Republic of Slovenia – reżyseruje nasze życie, funkcjonujemy w konstelacjach sztucznych ustaleń. To właśnie podstawowe rozpoznanie „Platformy Bałkany”.

Jaką rolę w tym rozpoznawaniu może odegrać sztuka? Czy nie mamy dość informacji, obrazów, porad, jak powinien być świat? Co sztuka może wnieść w narastające poczucie chaosu? W kontekście tegorocznego Idiomu twórczość artystyczna to nie tylko estetyka, lecz także działalność wytwarzająca wiedzę. Rozumiemy ją jako szczególną aktywność, która powołując do życia sztuczne światy (na scenie, na ekranie, w galerii, na uniwersytecie czy w przestrzeni publicznej), proponuje nowe metody opisu i krytycznej konfrontacji z rzeczywistością. Program Idiomu „Platforma Bałkany” jest zatem generatorem refleksji o zmieniającym się świecie; świecie, na który historia tego regionu rzuca dziś szczególne światło.

To tym światem, tu i teraz, zajmują się zaproszeni do Poznania twórcy, intelektualiści, badacze. Nie ograniczają się oni do kanonicznych gatunkowych form. Tworzą instalacje performatywne, spektakle przypominające rekonstrukcję politycznych faktów, awangardowe filmy, obiekty. Poszerzają w ten sposób terytorium zmagania się z tematami takimi, jak kapitalizm zderzony z dziedzictwem socjalizmu, popkultura jako soft power nacjonalizmu, neoliberalna przemoc, współczesne obozy koncentracyjne, handel bronią i korupcja.

Bałkany są bliskie i dalekie, swojskie i obce, zrozumiałe i ekstrawaganckie, uwznioślone i poniżone. Chcemy, by tegoroczny Idiom stworzył przestrzeń namysłu nad tym, jakie strategie emancypacji możemy praktykować w Europie, która doświadczyła wojen, pokoju, fascynacji kapitalizmem, a obecnie zmaga się z powrotem groźnych nacjonalistycznych i faszystowskich idei. Żyjemy dziś w świecie, w którym trzeba bronić się przed nienawiścią, paranoją, polityczną i kościelną hipokryzją, w świecie coraz bardziej zdominowanym przez wrogość i budowanie murów, w którym idea europejskości, a co za tym idzie – leżące u jej podstaw wartości przeżywają kryzys. Doświadczenie mieszkańców Bałkanów nabiera w tym kontekście szczególnego wyrazu. Ich historia ukazuje konsekwencje ideologicznych dążeń do czystości etnicznej i religijnej, zamykania się w obrębie homogenicznych państw narodowych, a tym samym staje się wciąż żywym ostrzeżeniem, bo wpisanym w pamięć i ciało wielu żyjących.

DOROTA SEMENOWICZ, KASIA TÓRZ
dział programowy Malta Festival Poznań