Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

21 - 30/06/2019

Krew na klawiszach

z Bartłomiejem Wąsikiem rozmawiał Adam Suprynowicz

Adam Suprynowicz: Ile czasu spędzasz dziennie przy fortepianie?
Bartłomiej Wąsik: Około 5-6 godzin. Ale potem zdarza się, że jeżeli coś mi utkwi w głowie, to robiąc coś w domu, chodząc po mieście, w głowie cały czas te pomysły mam i myślę o nich, wyobrażając sobie dźwięk fortepianu.

Mówisz w tej chwili o pomysłach interpretacyjnych, czy o własnej twórczości?
I o tym, i o tym. Ćwicząc Czajkowskiego, gram sobie coś, a potem, kiedy przychodzi wieczór i już nie mogę siąść do fortepianu, to wyłączam się i wyobrażam sobie te brzmienia, które chciałbym uzyskać. To naprawdę bardzo dużo daje; następnego dnia wiele z tych rzeczy palce zaczynają same wydobywać. To jest trochę jak bycie sportowcem, który spędza godziny na hali sportowej, żeby coś wyćwiczyć. Oni potem też wymyślają strategie ruchów, co robić z ciałem, jak przekazywać tę energię do różnych jego części, na czym się skupiać. To jest bardzo podobne.

Twoja partnerka z duetu, Emilia Sitarz, powiedziała mi, że kiedy robicie sobie przerwę, to ty zaczynasz od razu grać coś innego.
To prawda, czasem pracujemy, wyrabiamy plan próby, a potem rzeczywiście siedzę i gram… Nie wiem co, jakieś dziwne harmonie, rzeczy, które mają trochę odkurzyć głowę. Jeśli ćwiczysz dwadzieścia taktów przez dwie godziny i już masz tego serdecznie dosyć, to rzeczywiście trzeba zagrać coś nowego.

Co to może być, jeśli przez ostatnie pół godziny drapaliście struny i preparowaliście fortepiany?
Biorę sobie sonatkę Haydna, której wcześniej nie grałem i gram a vista. To sprawia mi wielką radość. Kiedy sam sobie coś wymyślam, dla odpoczynku gram klasykę, ostatnio preludia Rachmaninowa, coś takiego, co jest miłe dla ucha. Kiedy gram dużo klasyki, chcę z kolei zagrać coś swojego. Kiedy ćwiczymy trudny moment i czujemy, że uwaga nam się rozluźnia, zaczynamy grać coś innego, co mamy „w palcach”, a czego w najbliższym czasie nie będziemy grać. Nie ma wtedy presji.

Mówisz, że grasz „dziwne harmonie”… Harmonia jest dla ciebie istotna?
Bardzo. Od dziecka fascynowała mnie jej wielobarwność. Do dzisiaj dziwi mnie, kiedy muzycy nie czują różnic harmonicznych: że Ges-dur to coś innego niż Es-dur, a Es-dur to coś innego niż H-dur albo G-dur. To są przecież inne barwy. Jednym z najpiękniejszych, intymnych doświadczeń było dla mnie na przykład porównywanie preludiów Bacha, Chopina, Skriabina, Rachmaninowa, Szostakowicza – i analizowanie tego, jak każdy z nich słyszał daną tonację. To bardzo wiele mówi o kompozytorach.

Co to znaczy: jak słyszą? Do czego jej używają? Dlaczego napisali to w C-dur?
Dlaczego dany kompozytor tak to napisał, ale też: jak u niego brzmi ta tonacja? Uwielbiałem podsłuchiwać, co się dzieje w harmoniach kwartetów smyczkowych. Wydaje mi się, że tam najtrudniej to zagrać, ale najłatwiej usłyszeć barwę tonacji. Barwę, zapach – to jest bardzo zmysłowe.

Fortepian ci nie wystarcza?
Czasami nie. Zresztą już w młodości, kiedy wymyślałem sobie programy koncertów z moimi kompozycjami, pisałem: „Bartłomiej Wąsik zaprasza na koncert, na którym będzie wykonany jego IV Kwartet smyczkowy cis-moll "Patetyczny". Albo b-moll "Żałobny".

Jednak częściej ci się zdarza pracować z perkusistami. Co się dzieje z twoim myśleniem harmonicznym, kiedy pracujecie w Kwadrofoniku, gdzie poza dwoma fortepianami jest mnóstwo instrumentów o nieokreślonej wysokości dźwięku?
Fortepiany oczywiście biorą na siebie bardzo dużo, ale w naszych wspólnych utworach występuje też wiele innych instrumentów o określonej wysokości. Bardzo rzadko jest tak, że gramy bez marimby albo bez wibrafonu. To też ciekawe, że kiedy niektóre składniki akordu zagrane są na wibrafonie, to niby jest to ten sam akord, ale z przedziwną barwą, która tworzy dodatkową jakość. Moi koledzy mają zresztą wielkie wyczucie harmonii, zwłaszcza Miłosz Pękala. Kiedy gramy wspólnie, on świetnie wie, który z dźwięków wibrafonu wzmocnić, żeby osiągnąć konkretną barwę, żeby coś zabrudzić czy uszlachetnić. Myślę, że mamy porozumienie na tym poziomie.

(...)

Wywiad ukazał się w czasopiśmie „Ruch Muzyczny” (Nr 04/2014) – całość można przeczytać na stronie ruchmuzyczny.art.pl

Adam Suprynowicz – jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów Programu 2 Polskiego Radia, w 2016 roku uhonorowany Złotym Mikrofonem "za wszechstronność zainteresowań w podejmowaniu rozmaitych wyzwań na polu kultury, za mistrzowski warsztat dziennikarski, wysmakowany gust muzyczny, osobistą kulturę i nienaganną polszczyznę".