Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

21 - 30/06/2019

O czym będzie przyszłoroczna Malta? Tym razem „Skok w wiarę”

Stanisław Godlewski

– Konserwatywni przywódcy bardzo boją się siły sztuki, a my, artyści, uważamy, że nie mamy zbyt wielkiej władzy – mówi Jan Lauwers. Razem z Maartenem Seghersem będzie kuratorem przyszłorocznej edycji festiwalu Malta. Jej idiomem jest "Skok w wiarę" – "Leap of faith".

Stanisław Godlewski: Skok w wiarę? Co będzie tematem waszej edycji Malty?
Jan Lauwers: Interesujące, że większość ludzi, gdy słyszy hasło „Skok w wiarę”, myśli o religii. A tak naprawdę oznacza ono skok w nieznane, w jakiś rodzaj niepamięci. To nie musi być związane ze sferą religijną, ale jednocześnie ten podwójny sens sprawia, że idiom brzmi, w pewnym sensie, kontrowersyjnie.

Zwłaszcza w kontekście tegorocznej edycji festiwalu. Co sądzicie o całej sytuacji związanej z Frljiciem?
Jan Lauwers: Nie chcę go oceniać, znam go, myślę, że jest bardzo dobrą osobą. Jako człowiek z zewnątrz nie chcę też oceniać tego, co się dzieje w Polsce, także w związku z zachowaniem ministra kultury. Ale mogę powiedzieć, że dzisiaj w całej Europie powstaje środowisko do tworzenia dobrej sztuki. Europa budzi się ze snu – byliśmy przez długi czas zbyt leniwi. W świecie sztuki wszyscy artyści muszą teraz zredefiniować, jakie jest ich zadanie, jaka jest funkcja sztuki w społeczeństwie. Myślę, że to dobry moment w Europie – myślimy na nowo o takich kategoriach jak demokracja, nacjonalizm. Zastanawiamy się, jaką władzę ma miasto, a jaką państwo. To co w ostatnich dniach działo się tutaj z Frljiciem, mogło stać się we Francji czy w Belgii. Wszystko jest dziś możliwe. Widzieliśmy, jak wygrywa Trump, baliśmy się, że we Francji władzę przejmie Le Pen – to mogło się zdarzyć.

Na każdym poziomie sztuka musi zredefiniować siebie i swoją funkcję. Więc „Skok w wiarę”, skok w nieznane, jest tak naprawdę prawdziwą definicją sztuki. Jeśli tworzysz sztukę, musisz udać się w nieznane. Idiom naprawdę pokazuje, co planujemy zrobić. Czy to będzie jakiś rodzaj politycznego oświadczenia? Politycznym oświadczeniem może być także stwierdzenie, że władza sztuki ujawnia się w myśleniu o kategorii piękna. Piękno przez ostatnie kilkanaście lat było w sztuce zakazane, może powinniśmy znów przemyśleć tę kategorię? Czym jest piękno? Czy może być bronią?

Jako kuratorzy uważamy, że istnieje zasadniczy błąd w myśleniu, że sztuka musi mieć funkcję polityczną, choć istnieje taka możliwość. Wszystko jest polityczne, ale sztuka nie jest wszystkim. Sztuka nie jest filozofią, nie jest polityką, sztuka powinna być sztuką. W „Skoku w wiarę” właśnie o to chodzi – pokażmy sztukę, która odkrywa coś, czego jeszcze nie wiemy, nie znamy.

Mówisz o tym w sposób bardzo afirmatywny.
Jan Lauwers: Co masz na myśli?

Używasz kategorii piękna, mówisz o zredefiniowaniu sztuki, w twoich pracach ważna jest wspólnota, bycie razem.
Jan Lauwers: To ważny temat dla mnie, ale na przykład prace Maartena są inne, dużo bardziej redefiniują samą formę. Wierzymy, że treść zawiera się w formie. Jeśli nie ma silnej formy, treść nie istnieje, wtedy staje się polityką, dziennikarstwem, co może być w porządku, ale wtedy to nie jest sztuka.

Maarten Seghers: Ale z drugiej strony, kiedy myślisz lub mówisz o sztuce to możesz także traktować ją jako metaforę społeczeństwa i odwrotnie. „Skok w wiarę” dotyczy także tego, to nie tylko skok w nieznane w sensie artystycznym, ale to także temat na poziomie społecznym i wspólnotowym. Chodzi o pewien rodzaj odwagi i optymizmu – te kwestie są istotne.

Jan Lauwers: Naszym podstawowym zadaniem jest obrona sztuki w sytuacji, gdy ta jest bardzo podatna na zranienia, gdy jest lekceważona, gdy mnóstwo ludzi uważa, że w ogóle nie jest potrzebna.

Maarten Seghers: Ale interesujące jest to, że przez obecne wydarzenia w Polsce i tegoroczną Maltę można zobaczyć jak bardzo sztuka nie jest lekceważona, przeciwnie – jest ekstremalnie ważnym tematem w centrum społecznej debaty. Oczywiście kontekst i przyczyny tej debaty nie są dobre, ale jednocześnie to niezwykłe, jak bardzo to wszystkich interesuje. Mogło być przecież inaczej – politycy mogliby ignorować sztukę, nawet gdyby była dla nich niewygodna. Ale uważają to za jeden z podstawowych problemów. To fenomen.

Jan Lauwers: To niezwykłe, że wielu konserwatywnych przywódców, tak bardzo boi się siły sztuki. A my artyści uważamy, że nie mamy zbyt wielkiej władzy. Jeśli spojrzeć na reżimy totalitarne w Arabii Saudyjskiej czy na Bliskim Wschodzie, to pierwsze, co robią władze, to zakazują tańczyć. Nie można tańczyć, bo taniec jest niebezpieczny. My tego nie rozumiemy, jak taniec może stwarzać zagrożenie, ale dla tych ludzi jest to jasne. Konserwatyści nie pozwalają na otwarte dyskusje na temat trudnego przedstawienia, w ogóle nie chcą tej sprawy dotykać. A sztuka katolicka jest przepełniona przemocą, okrucieństwem, krwią – przecież ukrzyżowanie przedstawia torturowanego mężczyznę. A z tego katolickiego backgroundu wyszli najlepsi artyści. To niezwykłe, że konserwatyści tak boją się konfrontacji ze sztuką.

O tym myślimy cały czas przygotowując program przyszłorocznej edycji – nie zapraszamy jeszcze artystów, ponieważ sytuacja jest nadal niepewna. To co dzieje się dzisiaj wpływa na nasze decyzje, ale mam nadzieję, że uda nam się uniknąć „prowokacji dla prowokacji” – to za łatwe. Nie prowokujmy, tylko starajmy się skomunikować.

Kluczowe dla mnie jest zredefiniowanie pojęcia „piękna”, zadanie pytania: „Kiedy coś jest piękne?” Dla mnie jest wtedy, gdy tkwi w dziele jakiś rodzaj niepewności, gdy czujesz się niewygodnie, gdy zaczynasz myśleć. Wtedy dochodzisz do czegoś głębokiego i redefiniujesz kategorię piękna. I to jest dla mnie „Skok w wiarę”.

Co sądzicie o Poznaniu i Polsce? Zespół Needcompany, który współtworzycie, występował tu dwukrotnie.
Jan Lauwers: Mam ogromny szacunek dla polskiego teatru, dla jego tradycji. Tak wiele wspaniałych twórców pochodzi z Polski, a w Europie o tym czasem się zapomina. Historia współczesnego teatru zaczęła się w Polsce. Dyskusje, które tutaj odbywają się po spektaklach, są niezwykle głębokie. Sami tego doświadczyliśmy. Zawsze padają ważne pytania dotyczące sensu naszej pracy.

Tutaj czujesz także ogromną, niemal bolesną historię. Historię walki, próby stworzenia tożsamości narodu, miasta.

Kiedy tu przejeżdżasz jako gość Festiwalu Malta to widać solidną pracę – zarówno w sensie przygotowania festiwalu, jak i jego dramaturgii. Na tym poziomie to jeden z najlepszych festiwali w Europie.

Maarten Seghers: To co pamiętam i co sprawia, że jestem tak podekscytowany w związku z szansą bycia kuratorem, to ogromna ciekawość, jaką mają tutaj ludzie. Wczoraj występowałem w Szwajcarii i opowiadałem o moim przyjeździe do Poznania i sytuacji tutaj, mówiłem o tym, jak bardzo mieszają mi się te dwa porządki: obecny konflikt i wspomnienie tamtej młodej, zaciekawionej, gorliwej publiczności. I w tych szczególnych okolicznościach z tą konkretną publicznością, wyczuwa się ogromną energię. Tutaj są wszystkie składniki, by odpalić fajerwerki, zrobić coś niesamowitego.

Tekst pochodzi ze strony internetowej Gazety Wyborczej.