W kleszczach antropocenu. Karolina Felberg dla portalu Kultura Liberalna o „Całym smutku Belgii”

fot. Klaudyna Schubert

W trylogii belgijskiej historia nie tyle zatacza koło, co zwija się – niczym pępek. Obnaża własną surrealność. Jądro ciemności nie pulsuje już bowiem w zamorskich koloniach, lecz rezonuje w każdym z nas. I to wieloma, często wewnętrznie sprzecznymi afektami. Żyjemy w jego cieniu. Nosimy je w sobie – niczym bombę z opóźnionym zapłonem. A skoro tak, nie powinniśmy dłużej oglądać się na liderów. Musimy „tu i teraz”, samodzielnie, poczuć odpowiedzialność i wreszcie przyjąć ją. Zaakceptować. Tak rozumiem przesłanie „Całego smutku Belgii” – tryptyku teatralnego o kraju, który nolens volens stał się (pulsującym) jądrem Europy.

Przeczytaj całą recenzję.