Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

19 - 28/06/2020

fot. Marcin Rutkiewicz / Reporter / zdjęcie pochodzi ze strony www.wyborcza.pl
Galeriafot. Marcin Rutkiewicz / Reporter / zdjęcie pochodzi ze strony www.wyborcza.pl

Penderecki mówi do Jonny'ego Greenwooda z Radiohead: "Nie znałem pańskiej twórczości. Ale moja wnuczka, gdy usłyszała, że ma nas pan odwiedzić, podskoczyła z radości. Nie ma jej dziś u nas i w jej imieniu proszę pana o autograf".

"Maestro, ile symfonii zamierza pan napisać? Jak to ile… Dziewięć!”.

To zdanie padło na konferencji prasowej Krzysztofa Pendereckiego w Towarzystwie Muzycznym im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu przed wykonaniem VII Symfonii „Siedem bram Jerozolimy” jesienią 1997 roku. Profesor był chyba jedyną osobą, która we współczesnym świecie muzycznym mogła sobie pozwolić na ten swoisty dowcip, dystans i autoironię; której nikt nie posądziłby o kabotynizm, pychę i stawianie siebie w jednym szeregu z Beethovenem.

Nie wiem, czy Krzysztof Penderecki był współczesnym Beethovenem, nie mnie to oceniać. Wiem, że był jedną z najważniejszych postaci współczesnej kultury światowej, której intelektualny i estetyczny horyzont wykraczał daleko poza ramy kultury muzycznej.

Jednak to, co dla nas najważniejsze, to jego muzyka, której my i następne pokolenia możemy słuchać.

Niestety, nie usłyszymy już „dziewiątej Pendereckiego”…

Krzysztof Penderecki napisał ich w sumie osiem. Prace nad ostatnią (chronologicznie, choć nie w kolejności opusowej), VI Symfonią „Chinesische Lieder”, zakończył w 2017 roku. Wówczas przekazał autograf jednej ze stron VI Symfonii na aukcję w geście solidarności z festiwalem Malta, który stanął w obliczu kryzysu finansowego z powodu niewypłaconej przez MKiDN dotacji.

Był to gest symbolicznego zwycięstwa wolności w sztuce, której Krzysztof Penderecki zawsze był wierny.

„I’d come on my knees from Oxford to Cracow, to work with Him…”

I znowu Poznań, 4 września 2009 roku. Wspólnie z miastem fundacja Malta organizuje kolejny koncert z cyklu „Poznań dla Ziemi”. Tym razem na poznańskiej cytadeli występuje Radiohead!!!

Ponad 35 tysięcy fanów z całej Europy powoli zapełnia łąkę „poznańskiego Central Parku”, jak niektórzy nazywają Cytadelę. Zainteresowanie jest ogromne, jest to jeden z trzech koncertów, które RH gra tego lata w Europie. Atmosfera wspaniała, na początkujących wówczas mediach społecznościowych już w trakcie koncertu pojawiają się komentarze: „Koncert dekady’’.

Na bis RH gra swój najsłynniejszy (czy najlepszy?) hit „Creep”, co robi tylko w wyjątkowych sytuacjach…

Po koncercie w euforii rozmawiamy z muzykami najsłynniejszego zespołu świata; są zmęczeni, ale szczęśliwi. Tom York żegna się i pędzi do swoich kumpli z berlińskiego Moderat, który zaprosił jako suport. Na dłużej zostaje Jonny Greenwood.

Co robi teraz Krzysztof Penderecki, pyta. I zanim zdążymy cokolwiek odpowiedzieć, zaczyna mówić o swojej fascynacji twórczością Pendereckiego, o koncercie z udziałem maestra jako dyrygenta, wreszcie o „Trenie” i płynącej stąd inspiracji do skomponowanego przez Greenwooda utworu „Popcorn Superhet Receiver”, wykorzystanego też jako ścieżka dźwiękowa w filmie Andersona „Aż poleje się krew”.

Na końcu mówi; „I’d come on my knees from Oxford to Cracow, to work with him”!

Ta zapowiedź niebawem się spełni.

„Odmłodziliście mnie o 20 lat! To był faustowski koncert!”

Po roku Jonny Greenwood odwiedza Krzysztofa Pendereckiego w jego domu na Woli Justowskiej w Krakowie i rozpoczyna się jedna z najciekawszych przygód muzycznych w ostatniej dekadzie życia Krzysztofa Pendereckiego.

Ale opowiedzmy to po kolei.

W ramach przygotowań do Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, realizowanego przez Narodowy Instytut Audiowizualny, którego byłem wówczas dyrektorem, zaczęliśmy wspólnie z Filipem Berkowiczem przygotowania do projektu „Penderecki reloaded”. Filip, który był kuratorem projektu, zaproponował, aby zaprosić do współpracy Jonny’ego Greenwooda, który oprócz bycia frontmanem RH jest także wziętym kompozytorem muzyki filmowej i nie tylko, oraz AphexTwina, jednego z najbardziej oryginalnych i radykalnych twórców współczesnej muzyki elektronicznej. Chcieliśmy spojrzeć na twórczość Krzysztofa Pendereckiego przez ich muzyczne okulary. (...)

Michał Merczyński, dyrektor festiwalu Malta
PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ TEKSTU