Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij
Zdjęcie autorstwa Ahmeda Deeba (ahmeddeebphoto.com) dzięki uprzejmości K. Czarnoty
GaleriaZdjęcie autorstwa Ahmeda Deeba (ahmeddeebphoto.com) dzięki uprzejmości K. Czarnoty

Kryzys uchodźczy nie trwa od dziś. Obecnie obserwujemy tylko nieznaczną część ludzkich historii, zawierających wydarzenia podobne do wielu z poprzednich lat, kiedy to tysiące migrantów ryzykowało życie i zdrowie, by dostać się do Europy. Mechanizmy segregacji prawnej, społecznej i ekonomicznej, stosowane wobec uchodźców nie od dziś, służą jako narzędzie utrwalania hierarchii i nierówności społecznych w globalnych stosunkach pracy. Polityczne konsekwencje obserwowanych zmian, stopniowe ograniczenie praw oraz zaostrzenia reżimów granicznych będą odczuwalne przez następne pokolenia pracowników. A to, w jaki sposób i dla kogo owe konsekwencje będą najbardziej dotkliwie, zależeć będzie w dużej mierze od pochodzenia społecznego i etnicznego tych pokoleń.

Uchodźcza doktryna szoku

Unijne prawo nigdy nie było pozbawione elementów dyscyplinowania i segregacji migrantów, jednak obecna dynamika i kontekst wprowadzanych zmian zasługują na większą uwagę. Zgodnie ze statystykami podawanymi przez IOM (International Organization for Migration) w samym tylko roku 2015 do Europy trafiło około miliona uchodźców1. To o 500 tysięcy więcej niż w roku poprzednim. Należy pamiętać, że każdego roku w Unii Europejskiej jest zarejestrowanych około 30 milionów migrantów spoza jej krajów członkowskich, więc liczba ta nie powinna stanowić powodu do destabilizacji gospodarczej państw Unii. Obecna sytuacja jednak wygląda nieco inaczej, ponieważ pogłębiający się od 2008 roku kryzys ekonomiczny dławi strefę euro. Krachy finansowe, wzrost zadłużenia finansów publicznych oraz groźba rozpadu strefy euro ilustrują niewydolność struktur europejskich, zwłaszcza w kontekście reagowania na wojnę w Syrii i kryzysy na Bliskim Wschodzie czy w krajach Afryki.

Przez kilkanaście lat klasy rządzące państw członkowskich Unii Europejskiej systematycznie unikały ponoszenia współodpowiedzialności za sytuację uchodźców na Bliskim Wschodzie. W wyniku kolejnych konfliktów zbrojnych rozpętanych w imię kontroli nad złożami ropy naftowej oraz zwiększenia geopolitycznych wpływów przez USA i ich popleczników miliony uchodźców uciekło przed wojną, głodem, degradacją ekologiczną i prześladowaniami, znajdując schronienie w zatłoczonych obozach rozsianych między innymi w Jordanii, Syrii, Iraku, często stanowiąc tanią siłę roboczą pozbawioną możliwości korzystania z tych samych praw, co obywatele danego kraju. Na ulicach Ammanu podczas copiątkowych demonstracji w 2014 roku już trzecie pokolenie palestyńskich uchodźców domagało się prawa do pracy i awansu w instytucjach publicznych. Niektórzy uchodźcy w ogóle nie mogą pracować, na przykład Syryjczycy osadzeni w największym kontenerowym obozie Zaatari liczącym prawie 80 tysięcy ludzi.

W 2011 roku wybuchła rewolta w Syrii. Stopniowo przerodziła się w krwawą wojnę, w której udział biorą różne podmioty – reżim Asada, ISIS, Kurdowie i Rosja. Z kraju od lat uciekali Syryjczycy. W samym roku 2012 w Jordanii powstał obóz Zaatari, który początkowo stanowił schronienie dla 12 tysięcy ludzi. Zaostrzenie konfliktu w 2015 roku sprawiło, że większa liczba uchodźców pojawiła się na granicach Europy. Należy jednak pamiętać, że to, co określa się na Starym Kontynencie mianem kryzysu uchodźczego, obejmuje tylko niewielką część skutków wieloletniej polityki, prowadzonej również przez Unię Europejską strzegącą swoich interesów.

Bałkański szlak – droga systematycznego dyscyplinowania siły roboczej

Konwencja dublińska z 1990 roku, zastąpiona w 2003 roku umową Dublin II, stanowi, że uchodźcy składają podanie o azyl w pierwszym kraju, do którego przybędą. Zgodnie z ustawą, gdy ludziom udało się dotrzeć w głąb Starego Kontynentu, do innych krajów Unii Europejskiej, rządy miały prawo i obowiązek odesłać ich z powrotem tam, gdzie dotarli w pierwszej kolejności. Zaostrzenie kilkuletniego konfliktu zbrojnego w Syrii spowodowało wzrost liczby uchodźców oraz większe obciążenia krajów, na których terytorium ludzie przybywali w pierwszej kolejności. W odpowiedzi Niemcy jako pierwsze zdecydowały się odstąpić od ustaleń dublińskich i odsyłania części uchodźców syryjskich. Sytuacja u granic Europy spowodowała konieczność reakcji klasy rządzącej. Z jednej strony ruch migracyjny oraz determinacja ludzi do ucieczki wymusiły zawieszenie ustawy dublińskiej i stworzenie tak zwanego humanitarnego korytarza bałkańskiego, z drugiej – szafowanie pojęciem kryzysu uchodźczego umożliwiło wprowadzenie coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi kontroli, dyscyplinowania i segregacji osób przemierzających szlak. Szlak humanitarny, pełniący funkcję tymczasowego korytarza umożliwiającego swobodne przemieszczanie się tysięcy ludzi, paradoksalnie szybko stał się miejscem wzrastającej kontroli i militaryzacji. Na mocy arbitralnych decyzji władz poszczególnych krajów bałkańskich z dnia na dzień łamano międzynarodowe prawo, uniemożliwiając swobodny tranzyt ludzi oraz ubieganie się o azyl bez względu na narodowość. Dochodziło do wielu aktów przemocy wobec uchodźców. W marcu szlak oficjalnie zamknięto.

Jednocześnie wzdłuż kolejnych granic krajów europejskich rozmieszczano jednostki wojskowe i stawiano zasieki, by „ochronić Europę”. Media relacjonujące wydarzenia ze szlaku nie dyskutowały już o wewnętrznej słabości Unii Europejskiej, o przerzucaniu kryzysu na biednych, polityce ciągłego zaciskania pasa, prekaryzacji pracy, o cięciach i destabilizacji w strefie euro. Zaczęto się posługiwać figurą „niebezpiecznego uchodźcy”, który ma być głównym zagrożeniem „demokratycznych wartości” i strefy Schengen. W celu „ochrony” granic Europy wydawano miliony euro na szereg zabezpieczeń, między innymi Agencja Frontex4 powołała nową jednostkę operacyjną mającą zwiększyć kontrolę nad migracją. Konsekwencje tego bezpośrednio odczuwali uchodźcy. Decyzje o tymczasowym zamknięciu granic każdorazowo powodowały sytuacje porównywalne z kryzysami humanitarnymi, zmuszając tysiące osób do prowizorycznego obozowania w okolicach przejść granicznych. W kwietniu 2016 roku, prawie miesiąc po zamknięciu przejścia w Idomeni, znajdującego się na granicy macedońsko-greckiej, nadal koczowało 11 tysięcy osób. Zmęczeni po wielodniowej podróży, niezależnie od pogody śpią na ziemi, bez dostępu do sanitariatów. Są bici i atakowani gazem przez wojsko i policję przy każdej próbie szturmowania granicy. Praca działających w tym regionie NGO-sów ogranicza się głównie do podawania jedzenia, zaopatrywania w koce i ubrania, udzielania podstawowych informacji na temat zmieniającej się sytuacji oraz najbezpieczniejszych aktualnie dróg dotarcia do celu, de facto przyczyniając się w pośredni sposób do legitymizowania niebezpiecznie wzrastającej opresji.

Polityczne decyzje dotyczące sposobu organizacji korytarza humanitarnego, przemoc ze strony policji, straży granicznej i wojska mają za zadanie już na wstępie pokazać uchodźcom, jak bardzo podporządkowaną pozycję będą zajmować migranci w upragnionej Europie. Uchodźcy doświadczający upadlającego traktowania często nie mogą liczyć na niczyje wsparcie. Traktowani są jak obywatele drugiej kategorii, których podstawowe prawa zostały zawieszone.

Pogłębianie podziałów klasowych i etnicznych

Osie podziału pomiędzy Europejczykami a imigrantami zarysowują się coraz mocniej. Zatrzymanie migrantów w zamkniętych ośrodkach pozwoli na skuteczniejszą kontrolę ich przepływu i umożliwi swobodne dysponowanie ludźmi pozbawionymi wszelkich praw i przywilejów, których można w zależności od zapotrzebowania wypuszczać i zamykać na nowo. Pozwoli to najbardziej rozwiniętym państwom korzystać z pracy migrantów prawie za darmo, często na czarno, jednocześnie unikając jakichkolwiek zobowiązań wobec nich, takich jak chociażby minimalna płaca, ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Niebezpieczeństwo wzrasta, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że rosnące w Europie nastroje ksenofobiczne nie pozwalają na działania proimigracyjne. Islamofobia i rasizm świetnie się sprawdzają w systemie kontroli, do jakiego zmierza Unia Europejska, będąc zarazem narzędziem do kanalizowania niezadowolenia jej obywateli oraz do wywierania presji na migrantów. Po wielu miesiącach negocjacji w strukturach Unii Europejskiej podjęto decyzje, które mają rzekomo poprzez uszczelnienie granic i wdrożenie sytemu kontroli nad przepływem ludzi (porozumienie pomiędzy UE a Turcją) uchronić strefę Schengen przed rozpadem. Jeżeli się zastanowimy nad tym procesem w szerszym kontekście, biorąc pod uwagę geopolityczne przesłanki tych działań, dojdziemy do wniosku, że w centrum uwagi jest niekoniecznie sama strefa Schengen, lecz wzmocnienie dotychczasowych hierarchii klasowych i etnicznych w sposób, który w skali globalnej umożliwi wyzysk taniej siły roboczej. Skuteczne wyzucie ludzi migrujących do Europy z podstawowych praw ekonomicznych i społecznych może nastąpić poprzez nieustanną presję, która zdusi ich aspiracje ekonomiczne. Ludzie byli „przygotowywani” do podporządkowanej pozycji społecznej już podczas drogi przez tak zwany szlak humanitarny. Jak zauważa Przemysław Wielgosz, „dopiero spacyfikowani w ten sposób stają się poręcznym narzędziem dla kapitału. Jako grupa pracowników bez praw socjalnych i obywatelskich służą do zaniżania standardów zatrudnienia i obniżania płac, a także do zarządzania całą siłą roboczą”. By przedstawić zależności w świecie geopolitycznego układu stosunków pracy, Gáspár Miklós Tamás używa pojęcia konkurencji imigracyjnej. Jego zdaniem trwająca od lat emigracja dużej części zbędnej siły roboczej z krajów Europy Wschodniej na Zachód ma zasadnicze znaczenie dla aktualnej polityki antyuchodźczej. Kluczowy zdaje się fakt, że na przestrzeni ostatnich lat setki tysięcy wykwalifikowanych młodych pracowników opuściło kraje Europy, między innymi Węgry, Polskę, Słowację. Poprzez transfery pieniężne z zagranicy migranci zasilają gospodarki swoich rodzimych krajów miliardami euro. Jeżeli uchodźcy mieliby pełnię praw, doszłoby do mocno konkurencyjnej sytuacji na rynku pracy. Konkurencją dla migrantów europejskich staliby się uchodźcy z krajów Bliskiego Wschodu. Jak przewiduje Tamás, mogłoby to spowodować katastrofę ekonomiczną dla starzejącej się Europy Wschodniej. Przekazy pieniężne bowiem od „wnuków z Zachodu”, twierdzi Tamás, stanowią znaczące wsparcie dla rodzin, zwłaszcza w obecnych warunkach systematycznego demontażu systemu emerytur i świadczeń socjalnych w krajach Europy Wschodniej. Aktualną politykę węgierskiego rządu serwowaną przez Orbána określa jako nastawioną na to by „nasi” emigranci wygrali wyścig na Zachód. O polskim rządzie może powiedzieć podobnie

[...]

Całość artykułu dostępna na stronie Czasu Kultury

Artykuł pierwotnie ukazał się w wydaniu „Czas Kultury” 3/2016 (190), s. 4–15.

14 czerwca 2018
Katarzyna Czarnota