Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

21 - 30/06/2019

Dheisheh refugee camp, 2011 (Brave New Alps), http://www.decolonizing.ps/site/unbuilt/
GaleriaDheisheh refugee camp, 2011 (Brave New Alps), http://www.decolonizing.ps/site/unbuilt/

Czy obozy dla uchodźców mają historię? Już w momencie budowy zakładane jest ich zburzenie, usunięcie, likwidacja – to architektura przejściowa. Better Shelter – produkt firmy IKEA postawiony przez UNHCR na wyspie Lesbos dla uchodźców, ma wytrzymać około trzech lat. Struktury te złożone są ze stalowego szkieletu i pokryte panelami z polipropylenu. Kraje sąsiadujące z Syrią zabraniają budowania trwalszych struktur (dopuszczają jedynie namioty) w obawie, iż uchodźcy zostaną w ich krajach na stałe. Obozy nie mogą mieć historii ani przyszłości. Mają zostać zapomniane. Fundamentalne pytanie o historię obozów leży u podstaw wniosku „Dziedzictwo uchodźców” złożonego w 2017 roku do UNESCO w celu uznania powstałego w grudniu 1949 roku obozu Dheisheh w Bethlehem za obiekt światowego dziedzictwa kultury. Obóz ten jest częścią „katastrofy” (Nakba) – porażki politycznej brytyjskiego imperializmu, przykładem konsekwencji funkcjonowania struktur ONZ i masowych przesiedleń Palestyńczyków z 1948 roku, gdy powstało państwo Izrael. Dheisheh jest architekturą wyganiania. Wniosek został złożony przez Decolonizing Architecture Art Residency w Beit Sahour (Palestyna). Na jego czele stoi para architektów Sandi Hilal i Alessandro Petti.

Za pomocą jakich pojęć rozmawiać o obozie Dheisheh? Istnieje on od siedemdziesięciu lat. Wystarczająco długo, by zacząć zastanawiać nad tym, czy to miejsce, powstałe z wpisaną w niego likwidacją, nie stanowi elementu dziedzictwa kulturowego i czy nie należy chronić je przed rozpadem. Na Dheisheh nie składają się już rzędy namiotów, jak w pierwszych latach jego istnienia. Obóz bardziej przypomina dziś miasteczko. Stoją tam wyższe i niższe zabudowania, place, a jezdnie krzyżują się, tworząc sieć ulic. Jedyne, co się nie zmieniło, to główna droga państwowa. Rzućcie okiem na zdjęcia.

Czym jest dziedzictwo, definiują i ustalają dziś wielkie instytucje, takie jak UNESCO. Sporządzony przez nie Aneks 5 „Format nominacji dóbr do wpisania na listę światowego dziedzictwa” jest dokumentem powstałym w czasach kolonializmu. Format nominacji uznaje za dziedzictwo wspaniałe budowle i miejsca mające aurę, mówiąc potocznie – fetyszu, ikony albo orientu. Benefity, jakie mają wynikać z uznania miejsca lub dobra za dziedzictwo UNESCO, stwarzają często problem dla ludności tubylczej, jak na przykład w Erbil (Irak), Hampi (Indie) czy Wutai Shan (Chiny), gdzie mieszkańcy zostali wypędzeni przez rządy, gdy te rozpoczęły kampanie przekształcające starożytne osiedla w cele turystyczne.

Przez dwa lata, poprzez serię warsztatów, wykładów, kursów organizowanych w Royal Institute of Art w Sztokholmie, zespół Decolonizing Architecture i jego goście debatowali nad zasadnością i charakterem nominacji. Komitet UNESCO uważa, że dobro posiada wyjątkową uniwersalną wartość, jeśli spełnia jedno lub więcej z dziesięciu kryteriów. Wniosek oparto na punkcie IV i VI „Wytycznych operacyjnych do realizacji Konwencji światowego dziedzictwa”.

[...]

Idea „dziedzictwa uchodźców”, zaproponowana dla obozu Dheisheh, kieruje naszą uwagę na zarówno bardziej złożone, jak i codzienne aspekty doświadczeń uchodźców. Wychodzi niejako poza dwie dominujące narracje: tę o cierpieniu i o przemieszczeniu. Niektórzy mieszkańcy Dheisheh są sceptyczni wobec tej idei, ponieważ boją się, że zakwestionuje ona ich prawo do powrotu, które gwarantuje im Artykuł 13 (2) Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka: „Każdy człowiek ma prawo opuścić jakikolwiek kraj, włączając w to swój własny, i powrócić do swego kraju”. Inni widzą w idei „dziedzictwa uchodźców” możliwość rozpoznania i dowartościowania ich życia takim, jakie ono jest. Dla zespołu, który przygotował wniosek nominacyjny, idea „dziedzictwa uchodźców” jest wehikułem dla myślenia o życiu „tu i teraz”, a nie w przeszłości (czyli wehikułem dla wyobrażenia sobie życia przed przesiedleniem) i przyszłości (czyli wyobrażania sobie życia po powrocie). Rzeczywiście, uchodźcy żyją tu i teraz, a nie tylko w przeszłości lub przyszłości. Ta prosta konkluzja jest ważna także dla nas, Europejczyków, zapominających, że uchodźcy miewają bóle zęba, migreny, że malują obrazy, grają na gitarze, szyją, chodzą do szkoły, mają marzenia. Idea „dziedzictwa” wskazuje na złożone życie uchodźców.

Gdy obóz Dheisheh powstał, Palestyńczycy zamieszkali w namiotach. Z czasem zaczęli modyfikować przestrzeń obozu, zaczynając od kopania kanałów wokół namiotów, aby zapobiec przyrastaniu błota wokół nich. W 1951 roku Agenda Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA) zajmująca się z ramienia ONZ obozem Dheisheh, zaczęła budować jednopokojowe schronienia dla matek i innych kobiet, które po wojnie pozostały bez mężów. Rodziny otrzymały chaty według zasady: jedna osoba na jeden metr kwadratowy. Na piętnaście schronień przypadała jedna łazienka. W 1967 roku Izrael zaczął okupować Zachodni Brzeg, Strefę Gazy oraz Wzgórza Golan i Synaj. Nowi uchodźcy zostali przeniesieni głównie do Jordanu. Wielu mieszkańców Dheisheh zaczęło na nowo zastanawiać się nad własnym statusem. Niektórzy kupili kawałek ziemi, innym udało się przenieść do pobliskich miast. Populacja obozu zmniejszyła się, a jego mieszkańcy zaczęli negocjować i przebudowywać przestrzeń wokół siebie.

Khaled Al-Saifi urodził się w 1961 roku w obozie, w jednopokojowym schronieniu, które pełniło funkcję kuchni, łazienki i sypialni. W 1967 roku jego sąsiedzi zostali przeniesieni do Jordanu. Rodzina Al-Saifi otrzymała w „spadku” drugi pokój, ten po sąsiadach. Nieco później udało się dołączyć do rodzinnego domu kolejny mały pokój. „Od tego momentu – wspomina Al-Saifi – zacząłem pojmować, czym jest prywatność”. W 1974 roku niedaleko Dheisheh były mieszkaniec obozu otworzył cementownię. Zaproponował on wsparcie finansowe rodzinie Khaleda. Rodzina dobudowała dwa pokoje i opuściła rozpadające się już dotychczasowe schronienia. Khaled zbudował dach z betonowej płyty, aby zapobiec przedostawaniu się wody w zimie i dodał kolejny napowietrzny strop, by umożliwić przyszłą rozbudowę.

Naji Odeh trafił do obozu w 1959 roku. Mieszkał z siedmioosobową rodziną w jednym pokoju o powierzchni dziewięciu metrów kwadratowych. Ojciec chorował, później został dotknięty paraliżem, a w 1973 roku zmarł. W 1968 roku matka Najiego zaczęła pracować jako pokojówka w szpitalu psychiatrycznym niedaleko Dheisheh. Dzięki jej dochodom rodzina była w stanie zbudować z bloków cementowych i blachy pomieszczenie kuchenne. Zimą wiatr zdmuchiwał blachę na szczyty pobliskich gór. Z czasem bloki cementowe zaczęły się rozpadać. Pod koniec lat 70. Naji zaczął budować garaż w kierunku ulicy, aby zająć ziemię, na której wcześniej mieściła się toaleta publiczna. Walka z ubóstwem wzmacniała relacje społeczne. Przyjaciele i sąsiedzi pomagali w budowie. Naji ożenił się z Suhair w 1987 roku, a w 1993 roku, dzięki stabilnym dochodom pochodzącym z pracy Najiego w lokalnej organizacji pozarządowej i Suhair w szpitalu, udało im się dodać dwa piętra i dokończyć dom.

Od siedmiu dekad dla jednej trzeciej przemieszczonych Palestyńczyków obozy dla uchodźców stały się domem. W Dheisheh uchodźcy żyją i umierają; rodzą się, studiują i pracują. Prowadzą oddolną administrację, stworzyli struktury polityczne. Zbudowali centra spotkań i wymiany usług. Wyodrębnili przestrzenie dla cmentarzy, gdzie grzebią zmarłych. Według Sandi Hilal i Alessandra Pettiego obóz Dheisheh przestał być przeludnionym miastem-widmem, zakładnikiem Izraela, Autonomii Palestyńskiej, międzynarodowych organizacji i „dobrej woli” NGO-sów, a stał się wspólnotą.

Propozycja Decolonizing Architecture ma na celu nie tylko inwentarz różnorodności kulturowej uchodźców w Dheisheh czy ukazanie, że oto istnieje odrębna forma kulturowa, którą można określić mianem „uchodźczej”; wskazuje też na problemy definicyjne i prawne, które wiążą nas i nasze instytucje. Czym jest kultura? Czym jest dziedzictwo? Czym jest dziedzictwo kulturowe? Spekulacyjne działania Decolonizing Architecture wzywają nie tylko UNESCO, ale także każdego z nas, do rozpoznania i dyskusji o prawach i życiu uchodźców.

Według UNESCO dobro, które spełnia kryteria światowego dziedzictwa jest „unikatowe” i zakorzenione w tradycji. UNESCO rozpoznaje różnorodność kulturową, ale różnorodność ta ma charakter silosowy – każda kultura to silos, wiele kultur to wiele silosów, a wszystkie one mają własną, odrębną i unikatową tradycję. Dlatego światowe dziedzictwo kultury łatwo staje się elementem programów nacjonalistycznych, które wychwalają dzięki niemu odrębność narodową i umacniają przynależność terytorialną. Kultury się jednak mieszają, zmieniają, przekształcają. Zawsze są hybrydowe, nigdy czyste. W przypadku „dziedzictwa uchodźców” dochodzi jeszcze jedna kwestia: dziedzictwo to nie jest trwałe, spiżowe, wieczne. Uchodźcy w Dheisheh żyją w „trwałej nietrwałości”.

Wniosek nominacyjny i idea „dziedzictwa uchodźców” ma pobudzić do spekulacji, ale też zmienić protokoły UNESCO i definicje, jakie stosuje ta organizacja do ustalenia światowego dziedzictwa. Nie uważam, by było to instrumentalne wykorzystanie uchodźców do walki z globalną instytucją. Mogłoby tak być, gdyby ta instytucja nie wywierała wpływu na globalny ład światowy i lokalne praktyki polityczne. Wniosek nominacyjny podaje w wątpliwość także definicję „wyganiania” oraz „ochrony”. Każdy z nas żyje dziś niejako na wygnaniu, w ruchu. Dlaczego zatem nie widzimy wspólnych interesów z uchodźcami? Jednocześnie praktyki chroniące dobra kultury zamrażają przestrzeń i czas. Czy nie potrzebujemy bardziej dynamicznych koncepcji kultury?

[...]

Czy obóz Dheisheh jest paradygmatycznym obozem dla uchodźców? Odpowiedź brzmi: nie. Namioty są uniwersalnym symbolem obozów. W obozie Shimelba w Erytrei nigdy nie było namiotów. Zabudowania były mocno związane z kontekstem społecznym i estetycznym kraju. Można powiedzieć, że dziedzictwo obozu wywodziło się z tradycji Etiopii, Erytrei i Sudanu. Obóz ten był mumifikacją zabudowań i architektury domów z trawy i glinianych spichlerzy mniejszości rolniczej Kunama oraz miejskich arterii zaludnionych przez piśmienną większość posługującą się językiem tigrinia – ludzi, którzy uciekli z Asmary, aby uniknąć poboru do wojny z Etiopią. Fraza „światowe dziedzictwo” ściśle łączy się z pojęciem uniwersalizmu. Według Konwencji UNESCO dobro powinno spełniać warunki integralności i (w przypadku dóbr kulturowych) autentyzmu, a celem ochrony powinno być utrzymanie wyjątkowej uniwersalnej wartości w dłuższym okresie czasu. Obóz Dheisheh implikuje, że jest paradygmatycznym przykładem doświadczenia uchodźczego. Ale tak nie jest. Jak pisze Anooradha Iyer Siddiqi, obóz Shimelba nie stanowi reprezentacji politycznej porażki, był raczej gniazdem inkubacji innej polityki i ekonomii dla ludów szukających schronienia. Trudno więc mówić o uniwersalizmie obozów dla uchodźców. Nie zapominajmy jednak, że dossier skierowane do UNESCO jest działaniem spekulacyjnym – ma stawiać pytania i prowokować paradoksy.

[...]

Całość artykułu dostępna na stronie Czasu Kultury

27 marca 2019
Waldek Rapior